Anna Machcewicz, Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980,Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2015, ss. 488

Kamil Dworaczek
2018 Wrocławski Rocznik Historii Mówionej  
Mogłoby się wydawać, że o strajku w Stoczni Gdańskiej napisano i powiedziano już prawie wszystko. Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980 autorstwa Anny Machcewicz pokazuje jednak, że wcale tak nie jest. Książka, głównie poprzez swój interdyscyplinarny charakter oraz zarysowanie szerokiego tła tytułowego buntu, rzuca zupełnie nowe światło na gorące lato 1980 r. Pierwszy rozdział książki Miasto i ludzie przedstawia sytuację w Trójmieście w dekadzie lat 70. Nie jest to napisane z przymusu
more » ... ane z przymusu wprowadzenie do właściwego tematu książki. Autorka nie ogranicza się bowiem do podstawowych faktów poprzedzających strajk w Stoczni. Usiłuje -z dużym sukcesem -pokazać życie mieszkańców trójmiejskiej metropolii. Jest to analiza szeroka, obejmująca m.in. warunki pracy. Przywoływane są wypowiedzi stoczniowców, którzy opowiadają choćby o pracy spawacza: "brudno, mokro, latem, gdy jest upalnie, blacha się tak rozgrzewa, że nie chroni kombinezon, zimą, na odwrót, człowiek leży na lodowatej blasze i spawa" (s. 44). Istotnym elementem były też płace. W książce uwypukla się upośledzenie płacowe młodszych pracowników, zwraca się uwagę, że Karta Stoczniowca preferowała staż pracy, a nie uzyskane wykształcenie. Wśród młodszych i lepiej wykształconych pracowników rodziło się poczucie frustracji, które sprawiało, że poszukiwali lżejszego niż stoczniowy kawałka chleba. Ważnym problemem był również brak mieszkań, szczególnie dotkliwy w okresie demograficznego boomu. Anna Machcewicz znowu nie ogranicza się do podawania suchych danych liczbowych, ale obrazuje przytoczone przez siebie fakty konkretnymi przykładami, opisując warunki lokalowe rodzin mieszkających w gdańskich blokach. Wszystkie problemy życia codziennego kontrastowały z obrazem życia ludzi na Zachodzie. Jak podkreśla autorka, w latach 70. PRL bardziej niż dotąd otworzył granice i umożliwił swoim obywatelom kontakt z Zachodem. W mieście portowym ułatwiały to jeszcze bardziej dalekie rejsy marynarzy, którzy później relacjonowali swoje podróże lub przywozili rozmaite "dobra" niedostępne w Polsce, jak chociażby płyty z muzyką. Dochodził do tego jeszcze kontakt z pracownikami zagranicznych firm kooperującymi ze Stocznią Gdańską. W książce przytoczona jest zresztą bardzo ciekawa relacja ukazująca wpływ tego typu spotkań: "To był młody facet ubrany W r o c ł aw s k i R o c z n i k H is t o r ii M ó w io n ej R o c z n i k V I I , 2017 I S S N 20 8 4 -0 578 D O I : 10 . 26774 / w r h m .18 0
doi:10.26774/wrhm.180 fatcat:xbwm5creobgffmzf6ev6aucnfy